Opuściłem wysepkę, na której akurat się całowali.
Światło czerwone, stój! więc poszedłem.
W tamtym oknie wyglądał Chrystus
a starsza pani prosiła o cukier trzcinowy.
Dwóch mężczyzn wierciło dziurę w ścianie.
Ten bardziej siwy przysiadł na krześle.
– Nie pi…ol.- mówił ten drugi. Żyjąc
w brzydkim mieście na nizinie nauczyłem się
wciągać powietrze tylko krótkimi wdechami.
