
Pięknie jest w niedzielne popołudnie początku XXI wieku kłócić się o Lwa Tołstoja.
Na „Annę K.” szedłem bez przekonania. Ostatnim razem oglądałem bardzo klasyczne wykonanie z Sophie Marceau i pozostał mi po nim lęk przed lokomotywą wjeżdżającą na stację (a w owym czasie sporo podróżowałem). Pamiętam też, że całym nastoletnim sercem stałem po stronie Anny K. i wielkich, romantycznych uczuć.
Zaskoczyłem się. Fabuła wzięta w nawias. Oglądamy film, ale świadomi jesteśmy jego teatralności i umowności. Ośnieżona lokomotywa z dziecięcej kolejki wjeżdża na prawdziwą stację. Dekoracje wnoszą za kulisy. Wciąż chodzimy po teatrze. Zaglądamy do garderoby, wbiegamy na scenę, krążymy po lożach i widowni. (Ale nikt nie twierdzi, że jesteśmy w teatrze, tylko że świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają.) Ten teatr wpływa na użyte środki ekspresji: choreografię, budowę scen, mimikę i gestykulację. Pierwszy raz chyba żałowałem, że ten film nie w 3D, choćby z powodu scen balowych.
Dla mnie, „Anna K.” nie jest filmem, jak dotychczasowe „Anny K.”, o uczuciach, ale filmem o wartościach. Aleksy Karenin (na zdjęciu, bo tym razem – piętnaście lat później – stanąłem po jego stronie) symbolizuje świat, w którym podział między dobrem i złem jest jasny: to możesz, tego nie możesz, kochaj bliźniego swego – istnieją zasady, istnieje ład. Anna nie zna granic: dobro i zło są dla niej relatywne, zależą od uczuć, emocji, pragnień; rządzi nią zasada przyjemności, sprowadzanej do przyjemności seksualnej. Miłość Anny K. to afekt, a nie odpowiedzialność. Zacytuję plakat widziany na mieście: bawię się świetnie – Ania.
Że można żyć inaczej przekonują racjonalny Kostia i dobra Kitty. W poruszającej scenie obiadu to Kostia wygłasza formułę o wierności, o małżeństwie jako zobowiązaniu, o zasadach, które muszą istnieć, aby istniał świat. A gdy Kitty nachyla się nad umierającym i obmywa jego stopy, to widać, że z Anną K. nic ją nie łączy. Bo dla Kitty miłość jest formą dobra, a nie formą zadowolenia.
Dlatego „Anna K.” jest filmem aktualnym. W naszym teatrze, Aleksy Karenin też uważany jest za dziwaka, a Kostia i Kitty za niegroźnych pasjonatów. Żyjemy w świecie, w którym Anna K. czułaby się dobrze: wreszcie nie mamy żadnych zasad. Możemy żyć przyjemnie, spełniać zachcianki, czekać na (białą) lokomotywę.
Słowa klucze: wachlarz, woalka, stemple.
(4,5/5,0)
