Niezaistniała

Jarosław Trybuś w monumentalnej (monumentalna, bo o monumentach, nie z powodu formatu czy liczby stron) „Wa. niezaistniałej” opisuje miasto wyglądające znajomo.

Kolejna narracja o romansie władzy ze sztuką, o architekturze w służbie narodu, a więc nie przypadkiem sięgająca do faszystowskiej architektury Rzymu: tych szerokich alei, marmurowych torsów, rózg liktorskich. Taka architektura przeszywa dreszczem, czyli spełnia swój podstawowy cel. Wyobrażona Wa. pułkowników – tych megalomanów sprzed Wielkiej Katastrofy – ustawia się w jednym rzędzie z Rzymem czy Berlinem Speera.

Cytowany Stefan Starzyński mówi o konieczności wyburzeń. Dla Wa. monumentalnej. Dziwnie brzmią te słowa w kontekście tego, co nastąpiło. Dziwnie brzmią dla nas w dzisiejszej Wa.

Okazuje się, że Wa. socrealistyczna nie tak bardzo różni się od marzeń sprzed wojny. Owszem, inne są idee twórców. Stalin zamiast Piłsudskiego, sojusz robotniczo-chłopski zamiast Wielkiej Polski. Ale przypatrując się fotografii rzeźb z przedwojennego dworca centralnego nie sposób nie pomyśleć o potężnych łapskach górnika i nauczycielki z MDM. Szerokie bulwary i place defilad są takie same bez względu na to, czyja jest dyktatura. Jest więc Pałac Kultury wykonaniem odroczonego wyroku na Wa., który zapadł jeszcze przed wojną.

Wa. autorytarna. Wa. tak przeszywająca dreszczem, że aż fascynująca.

(Z tego wpisu, jakby się zastanowić, wynikałoby, że lubię Wa. Sam się przestraszyłem takiego wniosku.)

Dodaj komentarz