Dz.U. Pictures presents „Sąsiedzkie dźwięki”

(źródło: diariodepernambuco.com.br)

Najpierw film miejski: doskonałe dźwięki. Otwierająca sekwencja z placem zabaw (powyżej: kamera wjeżdża za dziewczynką na rolkach. Muzyka narasta.)

Banalne sąsiedzkie opowiastki: pies sąsiada szczeka w nocy, ktoś ukradł odtwarzacz z samochodu, para całuje się w kącie podwórka. Jedna z ulic Recife. Te opowiastki są tłem, bo za nimi tli się konflikt. Narasta – jakby to napisał Karol M. – walka klas. Ulica jest czyjąś własnością, w apartamencie na sprzedaż pokój służącej jest z oknem, powinniśmy wyrzucić stróża nocnego, bo przysypia a o tym, co jest podłe – decydujemy sami, wspólnota mieszkańców z klasy średniej. Perfekcyjny miejski obraz.

Zza architektury wyłania się struktura własności. Mimo ogrodzeń (ogrodzenie jest tu też metaforą!), o wszystkich domach i tych wieżowcach z widokiem na morze, o nazwach jak Camille Claudel itp., decyduje Francisco. Ważne wątki przestają być ważne (miłość wydawała się wątkiem kluczowym, a okazała się pobocznym tak jak Argentyńczyk na kacu zgubiony pomiędzy domami).

Czy na sali jest Szela?

(Wydaje się, że bez znużenia mógłbym ten film oglądać dłużej niż sto dwadzieścia minut, zafascynowany miastem, mechanizmem, maszyną. To tak jak czytanie dobrej powieści: nie chcesz, żeby się skończyła. Jeszcze więcej potrzebujesz tej narracji. Tych dźwięków, tej muzyki.)

Słowa klucze: szczekający pies, masturbacja przy wykorzystaniu pralki automatycznej, petardy, lekcja chińskiego (Ciekawe jest to, że wszystkie wiążą się z jednym wątkiem).

(4,0/4,0)

Dodaj komentarz