
Nie wiem, kto wymyślił ten tytuł. „Pragnienie miłości” na myśl przywodzi chałę o Chopinie sprzed paru lat. Poza tym jest on pewną interpretacją fabuły, a lepiej jest pozostawić ją otwartą. Tytuł hiszpański brzmi „Después de Lucía”, więc A. zadała pytanie: kim jest Lucía? Przypominanie sobie bohaterek filmu nic nie dało. Szukanie w słowniku nieznanych hiszpańskich słówek – też nie (odnalazłem rybę lucjana – lucio). Dopiero znaleziona recenzja dała odpowiedź: to imię zmarłej matki głównej bohaterki. Może lepiej więc pozostawić tytuł „Czas po Lucii”?
Jest w filmie kilka scen, których znieść nie mogłem: jazda samochodem filmowana z tylnego siedzenia. Rozumiem nawet intencje reżysera i dlaczego to ważne, ale jednak widok z kamery na drogę dłużej niż 2-3 sekundy i zamykam oczy.
Bardzo działa na emocje. Właściwie cały czas trzyma w mieszaninie napięcia, współczucia i chęci przejścia na drugą stronę ekranu po to, by tym sukinsynom wreszcie dać nauczkę. I tu (zdradzam szczegóły zakończenia) – wbrew tradycji smutnych zakończeń – taka okrutna nauczka jest dana. Mówiąc językiem, którym obecnie się posługuję – wykonana została w prostej formie sprawiedliwość wyrównawcza. Autor bloga miał ochotę bić brawo przy ostatniej scenie. (Wydaje mi się jednak, że to nie zwierzę wychodzi ze mnie, ale opada rosnące przez co najmniej godzinę napięcie, poczucie, że ja, w tym czwartym rzędzie, nic zrobić nie mogę, zapobiec, uratować.)
Chyba błędem byłoby też sprowadzanie filmu tylko do szkolnej przemocy, bo to, że staje się ona wyrafinowana i okrutna, to już nie pytanie o dzisiejszych nastolatków, ale o samą naturę człowieka. Stąd zło?
I Tessa Ia.
Słowa klucze: szef kuchni, test na marihuanę, tort.
(4,0/4,0)
