Mielonka

Kierowałem się najlepszymi wskazówkami. Święta Kinga Dunin na okładce zachwala, na stronie u świętego Sławomira peany. Ponoć wreszcie debiut, przy którym orgazmy.

Dominika Dymińska pisze o marzeniach. Czasami marzę, żeby ktoś mnie zgwałcił. Problem w tym, że, jak to u młodych pisarek bywa, pisze śmiertelnie serio. Nieznośne jest „Mięso” bez przymrużenia oka.

Dobrze się „Mięso” czyta w Kołbieli. Pięć kilometrów korka.

W sumie nie przeszkadza mi, że do sześćdziesiątej piątej strony jest to powieść właściwie pornograficzna, jednakże Melissa P. wydaje się bardziej przekonująca. Potem już mniej.

Tej zimy szukam ciepła na wyspie obcego kraju. Ziemia pod moimi stopami powstała z lawy, to wyschnięte serce wulkanu, które nim zastygło, było płynne i gorące. Kiedy pękło, rozsypało się w ostry żwir. Rośliny tej wyspy wrastają w żwir i wrastają do wewnątrz, są nerwami tej wyspy (s. 122). Przeraźliwy jest zgrzyt tego zdania. „Mięso” dla pensjonarek.

(Znowu się nie zachwyciłem. Całe szczęście jestem ignorantem.)

Dodaj komentarz