Studio festiwalowe. 21 października

(Taka ładna niedziela. Lekka, słoneczna mgiełka po południu, wieczorem oblepiająca świat mgła. Po drodze dwa filmowe samobójstwa. Ten sam temat a zupełnie inaczej przetworzony.)

„Będę przy tobie” („Я буду рядом”) od pierwszych zdjęć już się podoba. Moskwa w śniegu filmowana intensywnie, do tego muzyka. Nie pozwalają popaść w patos. Trzeba się przyzwyczaić do sposobu filmowania: nieostrych ujęć, krzywych kadrów, zbliżeń twarzy. (Chyba pierwszy film, w którym zbliżenia, których zwykle nie lubię, zupełnie mi nie przeszkadzały.)

Nie jest ckliwy, choć tematem jest umieranie. Jest ciepły. Taki współczesny podręcznik ars moriendi: śmiertelnie chora główna bohaterka, Inna, z rozmysłem, bardzo racjonalnie szuka opieki dla ukochanego synka, Mitii.

Tak sobie myślę, że ten film nie był nawet bardzo smutny. Inna przyjmuje życie i śmierć ze spokojem. Żartuje do końca. Ma w sobie niespożytą energię i życiową siłę. W ostatnich scenach jest wiosna. I „Wiosna” Botticellego wisi w szkole Mitii. To chyba najbardziej wzrusza, ten czas po, którego Inna już nie zobaczy.

Inna czyta Mitii na dobranoc książki z serii „Pettson i Findus”, w których występują muckle. Aż mnie kusi, żeby do którejś zajrzeć.

słowa klucze: pterodaktyl, kwiaciarnia, Starbucks, „Ty bulterierze!” jako komplement.

(5,0/5,0)

„Drodzy zdradzeni przyjaciele” („Drága besúgott barátaim”) jest kolejnym filmem o lustracji. Całkiem spora filmoteka się już tego zebrała. Ten, mimo że Kasia Adamik przyznała mu jakąś nagrodę, należy do przeciętnych. Po „Wydaniu poprawionym” Esterházy’ego nie mogłem jednak nie pójść.

Jest to film stanowczo antylustracyjny. Pokazuje, że za pięknymi słowami o moralności i odwadze, stoją często małe zawiści. O wiele łatwiej zdemaskować tajnego współpracownika w największej gazecie, gdy zawsze zazdrościło mu się talentu („W blasku poniżonych” brzmi znamienny tytuł demaskatorskiej tyrady.) Dużo pięknych słów, sporo tchórzostwa.

Wiele jest w filmie drobnych epizodów, które dają przyjemność. Onkolog, który w wolnych chwilach żongluje, pracujący w prosektorium gitarzysta, wreszcie – najlepsza chyba scena – oficer prowadzący napotkany w WC.

(Majstersztykiem product placementu jest za to kilkuminutowa – zupełnie od czapy – scena w Lidlu. Bohater, rozmawiając z dziećmi, jedzie z koszykiem wzdłuż regałów. Długie ujęcie pozwala śledzić asortyment a nawet ceny. Przejeżdżają koło warzyw, potem mijają wędliny i nabiał. Bohater popija lidlowe brandy a córka dorzuca kolorowy parasol. Syna i córki nie spotkamy nigdy więcej.)

Na zdjęciu kapitalne pierwsze ujęcie. Andor przyszedł właśnie do miejscowego ipeenu. Stoi przed wystawką z teczkami i donosami. Ogląda. Kamera filmuje go tak, że on jeszcze nie wie, ale my już wiemy, że ta sieć go też oplotła.

słowa klucze: zupa, sztuczne oko.

(3,0/3,0)

Dodaj komentarz