Studio festiwalowe. 20 października

Na fali zalewających sieć filmików z kotami (w większości nienadającymi się do obejrzenia, poza wartym wspomnienia wyjątkiem w postaci Henri, Le Chat Noir), Japończycy postanowili wyprodukować pełnometrażowy obraz dla miłośników kotów, „Rent-a-cat”.

Podkreślam, że „dla miłośników kotów”, bo zwyczajnych bywalców kina może nieco rozczarować lub – co gorsza – znudzić. Kotów można obejrzeć sporo, w tym najładniejszego chyba rudego tabby. Cierpliwi obejrzą też zabawne rysunkowe koty na napisach końcowych.

Film (oprócz tego, że o kotach) jest o samotności. Samotna (i nieprzystosowania do dorosłego życia) jest główna bohaterka, samotni są ludzie, których spotyka i którym wypożycza koty, naiwnie powtarzając, że „kot wypełni dziurę w sercu”.

Jak to w japońskich bajkach, nie ma puenty ani morału. Sporo jest za to elementów komicznych (jakaś pani z tyłu tak parskała, że poważni sąsiedzi chcieli ją uciszać), ocierających się o absurd.

Autor bloga zawsze znajdzie coś smutnego: to też film o przeżywaniu żałoby, o uciekaniu od rzeczywistości w miauk.

Słowa klucze: dziura (w sercu i w pączku), Hawaje, „w tym roku wezmę ślub”.

(3,5/3,5)

Dodaj komentarz