
(Wieczór był ciepły. Jo. przyjechała. Jedliśmy lody na Nowym Świecie. Piliśmy wino na Bielanach i kawę na pięterku. W kinie KC byliśmy. Bilety po dziesięć złotych.)
Na „Take This Waltz” chciałem iść tydzień temu, ale nie dzisiaj. Dobrze, że Jo. nalegała. Film bardzo sympatycznie zrealizowany, w modnym stylu obrazów filtrowanych jak przez instagrama. Reżyserka bardzo lubiła kolor niebieski i ślicznie słońcem operowała. Wizualnie przyjemny.
Film był o zdradzie, ale – cokolwiek by robić – nie dało się nie poczuć sympatii do głównej bohaterki, Margot, będącej wyrośniętą, ale nadal żywiołową, wersją Pippi Langstrumpf. W tej roli Michelle Williams i naprawdę zacząłem żałować, że „Mojego tygodnia z Marilyn” nie obejrzałem. (Trudno pisać o Margot, nie wspominając o jej świetnej stylistycznie garderobie).
Cytaty powtarzane na Nowym Świecie: Rocznica była w porządku oraz Nowe szybko staje się starym.
(Zacząłem się zastanawiać czy nie za często u nas na obiad kurczak. Myśl niepokojąca.)
Słowa klucze: potrawy z kurczaka, sikanie do basenu, riksza.
(5,0/4,5)
