Przyznacie, że bardzo ładny byłby tytuł do wiersza, bardzo sympatycznie brzmiąca metafora. Cóż, kiedy on naprawdę usiłował się wydostać, z potężnym futerałem na plecach, z konfesjonału. Obserwowałem go kątem oka, gdy wstawał z klęcznika a ja właśnie w kolejce nieco dalej (takie tam przedchrzcielne peregrynacje po kościołach Nowego Miasta). Bardzo filmowe ujęcie, gdy on gryfem o drzwiczki.
(Bardzo pretensjonalna – pomyślałem – byłaby jakaś uwaga o duszy zamkniętej w pudle.)
