Dziennik w innych fragmentach (polowanie na mole)

O godzinie szóstej dwadzieścia zabiłem dwa mole (wszystko zjada mól). Słońce wpadało przez kuchenne okno i rozbijało się o szafkę nad zlewem. A. siedziała przy stole nad talerzem musli. Stanąłem na krześle, na palcach i raz dwa, z nocnego motyla pozostaje ślad.

Bardzo było ładne słońce o szóstej dwadzieścia. Takie żółte. Prześwietlało mnie, gdy ja na tych palcach. W tym słońcu to jeszcze bardziej nieznaczący jest autor bloga, chwyta go za palce własna niepotrzebność.

(Zapisuje jako motto, co powiedział dziś Czarny Roman: Wczoraj było lepiej i gdy tak zapisuję, pod schodami, podchodzi do mnie dziewczyna o wypukłych biodrach a ja ją okłamuję, że nie, nie mam gotówki, nie pomogę, wstałem lewą nogą, o godzinie szóstej dwadzieścia zabiłem dwa mole…)

Dodaj komentarz