Dziennik we fragmentach

A. znowu w delegacji. Po powrocie z Lubuskiego skarżyła się, że cierpi na jetlag. Wcale się nie dziwię. Kontakty z lubuską administracją, w poprzednim urzędzie, kończyły się zwykle urazami na umyśle.

Planowanie podróży to ćwierć podróży. Przeglądam mapy.

Z nudów oglądam „Mgłę”, żenujący horror klasy C (ale był w kinie!) Aż się dziwię, że kino może być aż tak złe i to od scenariusza zaczynając a na grze aktorskiej i efektach specjalnych kończąc. Najlepszy wtedy, kiedy opowiada o narodzinach fanatyzmu (niektóre słowa żywcem wyjęte z prasy katolickiej). No, ale końcówka, proszę Państwa, na piątkę. Najlepszy niehappy end z Hollywoodu od dawna.

Zdjęcie.

Dodaj komentarz