Ksiądz miłował grzech. Upajał się grzechem. Jego natchniona, wciąż żarliwa mowa dotyczyła wyłącznie grzechu. Z dość długiej ewangelicznej perykopy tylko grzech wyczytał. Szczególnie grzech na młodzieży ciąży (teza usprawiedliwiona, zważywszy, że to był kościół dla starych ludzi.)
Czułem momentami, że jakaś denominacja inna, obrządek odmienny. Wnętrze kościoła październikowe: proste kształty modernistycznego wnętrza przykryła warstwa flag, chorągwi, pstrych witraży i odpustowych obrazów.
I ten ksiądz o grzechu. Gdy już wychodziliśmy nagle lunął potop, żeby grzech zmyć wreszcie.
Tak, tak, zgubne są skutki churchingu (zwłaszcza dla młodzieży).
