W przerwach pomiędzy przyjmowaniem wizyt a nieoglądaniem meczy, udało się nam – cudem chyba (a cuda ostatnio znowu w modzie, vide: kardynał Dziwisz i mecz Polska – Grecja) – wybrać się do kina.
„Projekt NIM” jest autorstwa reżysera „Człowieka na linie”, ale moim zdaniem jest od tamtej fabuły (nagrodzonej Oscarem) lepszy. Dla mnie jest nie tyle opowieścią o relacji człowieka i zwierzęcia, co historią o braku etyki w nauce.
Lata siedemdziesiąte to okres narodzin naukowców – śmiałych eksperymentatorów, wręcz naukowców – celebrytów. W 1971 r. Zimbardo przeprowadza swój eksperyment więzienny, mniej więcej w tym samym czasie niejaki dr Herbert Terrace rozpoczyna swój projekt z szympansiątkiem. Co można zarzucić Terrace’owi: wykorzystywanie współpracowników, brak dokładnych założeń i planów eksperymentu, nadmierną skłonność do pojawiania się w mediach, wreszcie utrzymywanie relacji seksualnych z angażowanymi uczestniczkami projektu. Niby nic nie jest karalne, ale całość pokazuje dość obleśnego pracownika naukowego ze skłonnościami do narcyzmu, dla którego zarówno szympans, jak i ludzie są tylko środkami w budowaniu kariery.
(3,0/3,0)
