Widziałem wiele weselszych miast także na Nizinie Mazowieckiej.
Niby na wzgórzu Matka Boska od dobrej nadziei, schowana za obrazem i cudowne źródełko, ale ulice szare z melancholii. Łysy facet w oknie rzuca niedopałek i spluwa na wszystko. Termometr w samochodzie wskazuje dwadzieścia osiem. Alarm włącza się w muzeum, gdy nieproszeni przychodzą goście. W sklepie odzieżowym rozliczają stypendia socjalne, ale dzisiaj zamknięte. Obserwują nas spod drewnianego domu trzy pary nieprzyjaznych oczu.
Przygnębin.
