Po Miastku kolejny wytrysk narodowej euforii miał miejsce wczoraj w Wa. Nazywa się Kopiec Olszynki Grochowskiej.
Wszystko zniosę: Aleję Chwały, parking podziemny i człowieka, który przedstawił się jako generał z urwaną ręką (a Napoleonów kiedyś zamykali, nie?)
Ale o co chodzi z płytami tektonicznymi, zachodzę w głowę. Dlaczego akurat tutaj (to jest na Chełmżyńskiej w Wa., nigdy nie byłem na Chełmżyńskiej) stykają się cztery płyty tektoniczne: germańska, szwedzka, rosyjska i austro-huculska (ufam, że to przejęzyczenie i że chodziło o Węgry). Kopiec wypiętrza się jak lawa. Jest tortem pojednania między podziałami?
Gdybym Polskę brał na poważnie, musiałbym się leczyć (jak Napoleon).
