On

Stadion Narodowy kojarzy mi się z Devil’s Tower z „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” (rys. 1). Tak bardzo, że mam ochotę wyrzeźbić go z kartofli (rys. 2).

Ten sam obsesyjny widok: ani zapomnieć, ani zasłonić. Wszędzie się czai, nawet kupowanie bułki francuskiej na Nowym Świecie powoduje, że go widzę w końcu Ordynackiej. A co mam mówić na Saskiej Kępie, i o tym, że w Skaryszaku wystaje jak zza krzaka.

(Rozśmieszacie autora bloga tymi głosami krytyki teraz, przecież jeszcze trzy lata temu wszyscy byliśmy kibicami a jakikolwiek głos rozsądku był mieszany z błotem.)

Wcale się jednak nie śmieję, jem frytki i oczekuję aż nadleci statek-matka.

(źródło: robsmovievault.wordpress.com i terencebaumanblog.blogspot.com)

Dodaj komentarz