(Z Margaret Thatcher mam pewien problem. Ciągle widzę ją z perspektywy Adriana Mole’a i Pandory Braitwaithe a jest to mocno laburzystowska perspektywa; zamykanych szkół, likwidowanych bibliotek i budzącego się w ludziach sprzeciwu. I nie mogę jej też zapomnieć traktowania irlandzkich więźniów, choć już interwencję na Falklandach doceniam, skoro zakończyła reżim junty od zaginięć.
Tym razem z A. się nie zgadzamy. Może inaczej: ustalenia mamy podobne, ale zupełnie inaczej je wartościujemy. Poniżej więc ocena bardziej autorska bloga niźli wspólna.)
Jest to przejmujący film o starości. I właśnie tak go widzę. Film o starości okrutnej, mieszającej przeszłość z teraźniejszością, odbierającej jasność umysłu. I jest to starość kobiety wielkiego formatu, osoby, która budziła respekt a teraz staje się podmiotem medycznych zabiegów. Pojawia się pytanie – to samo, które stawiał ks. Tischner i to, o którym mówił na pogrzebie Pani Wisławy jej sekretarz – czy dobre było, to życie. O braku jednoznacznej odpowiedzi jest „Żelazna Dama”.
Wniosek, który ja odczytuję, zawiera się w ostatniej scenie, gdy Margaret spokojnie zmywa filiżankę. Wraca do garów, do tego, od czego całe życie uciekała, zaspokajając swoje ambicje i realizując wizje, a jednocześnie pozostawiając gdzieś w dali męża, dzieci, dom. Kiedy pyta swego zmarłego męża, czy był szczęśliwy, nie uzyskuje odpowiedzi. I to są te wyrzuty sumienia, które ją dręczą, te nocne koszmary. Stając się politykiem, utraciła to wszystko, co dawała przypisana kobietom rola społeczna. Czy była szczęśliwa? Czy było dobre?
A może lepiej było zmywać te filiżanki, pozostać brytyjską gospodynią domową z domkiem na przedmieściach? Obrazoburcze te zdania, ale to pytanie da się generalizować. Czy awans społeczny przyniósł kobietom szczęście? Czy to, że są kierowniczkami, dyrektorami i ministrami sprawiło, że było dobre. A może lepiej te filiżanki.
Oczywiście inaczej na to się patrzy z perspektywy dzisiaj, inaczej – i o tym doskonale opowiada „Żelazna Dama” – z perspektywy, gdy niewiele już pozostało życia.
(Towarzystwo doborowe, ale znów bez H. A tak bym się chętnie z H. o Margaret pokłócił.)
(3,0/4,0)
