Dz.U. Pictures presents „Ewa”

Zastanawiam się jak to możliwe, że pominięto „Ewę”. Ja zresztą też ją przeoczyłem na liście kinowych must-see. Przez ekrany przemknęła bez echa, podczas gdy film o niezrównoważonej dziewczynie z Wa. promował się wszędzie, zdobywał status i nagrody. Może to kwestia języka: film jest po śląsku i gdyby nie angielskie napisy, byłoby cienko.

A może młodzi, zdolni, atrakcyjni wolą filmy o dylematach matek-imprezowiczek z sąsiedniego stolika w kawiarni przy Pl. Zbawiciela albo Trzech Krzyży niż filmy o bezrobociu na egzotycznym Śląsku, tak jak bardziej boleją nad szybkością łącza niż nad dziećmi bez śniadań w drugim końcu Polski. Film musi zadowalać gusta chodzących do kina, a bohaterowie „Ewy” rzadko zapewne do niego zaglądają.

„Ewa” należy do kategorii „moje ulubione” razem z takimi produkcjami jak bułgarskie „Ave” czy kolumbijska „Karen płacze w autobusie”. Zachęcają już napisy, gdzie po reżyserze, zaraz potem zdjęcia i montaż. Zdjęcia i montaż faktycznie nienaganne. Reszta również. Obie główne role zasługują na nagrodę (ale odbierze ją ta od „Ki”.)

„Ewa” to film o godności.

Ostatnia scena: dziewczynka z lalką Barbie, bardzo niejednoznaczna. Autor bloga uważa, ale nie przyjmujcie pochopnie jego interpretacji, że to ostrzeżenie. Odchodzą w przeszłość role społeczne, które spajały rodzinę i wspólnotę, nadchodzi epoka Barbie, tych co dylematy rozstrzygają w kawiarni przy Pl. Zbawiciela albo Trzech Krzyży.

(4,5/5,0)

Dodaj komentarz