Rozkosz czytania – rozkoszą, ale wybór lektury przez autora bloga zakrawa na perwersję. „Młot na czarownice” z taniej książki, reprint z 1614 r., niestety bez części trzeciej opisującej procedurę karną.
Wykład po dominikańsku logiczny. Spodziewałem się raczej zbioru ludowych mądrości w stylu Mieczysławy, a tu całkiem porządny podręcznik uwzględniający ówczesną (XV wiek) skromną wiedzę medyczną i psychologiczną.
Pytanie o to dlaczego kobiety było wypowiadane już wiele razy. Mnie zastanawia co innego: jak można w taki uczony sposób przekręcać sens Ewangelii? Całe passusy „Młota na czarownice” zawierają interpretacje Ewangelii pisane wbrew Ewangelii. Jakby Kościół istniał autonomicznie od Jezusa. Kościół jako mechanizm ziemskiej władzy.
„Młot na czarownice” jest w istocie podręcznikiem totalitarnej kontroli społecznej, tych, co mają wiedzę i władzę (choć niekoniecznie wiarę) nad tymi, którzy ślepo ufali ich interpretacjom (bo sami przecie Pisma Świętego czytać nie mogli.)
