(Coraz częściej myślę, choć dzieci nie posiadam, że to jednak do mnie Andrzej Bursa przemawia. Do prostego urzędniczyny z prowincji, który coraz bardziej nieznaczący i nieznany się staje w nieprzyjaznym mieście. I którego nawet już prawie nikt nie czyta)
Z dziećmi trzeba surowo
zamiast płaszcza łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach
ten łach to moja praca
moje wyprute żyły
ten łach
moje stracone złudzenia
moje niedoszłe posłannictwo
moje złamane życie
moja martwa perspektywa
wszystko ten łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach
