W pewien październikowy mokry poranek po raz pierwszy wszedłem do brzydkiego budynku koło zakładu grawerskiego. Było szaro. Imiona rozpoznawaliśmy po omacku.
…
Potem stało się wszystko.
…
W pewien czerwcowy wieczór wychodziliśmy z A. spiesząc się na ciastka i kawę (koło ronda z palmą). Chyba na ostatnim stopniu odremontowanych schodków, mijając automat z kawą, poczułem nagle żal. Minęło. Już.
