Odlot Żurawi(ej) (04.06.2007)

W pewien październikowy mokry poranek po raz pierwszy wszedłem do brzydkiego budynku koło zakładu grawerskiego. Było szaro. Imiona rozpoznawaliśmy po omacku.

Potem stało się wszystko.

W pewien czerwcowy wieczór wychodziliśmy z A. spiesząc się na ciastka i kawę (koło ronda z palmą). Chyba na ostatnim stopniu odremontowanych schodków, mijając automat z kawą, poczułem nagle żal. Minęło. Już.

Dodaj komentarz