Autor bloga popadł w tak głęboką zadumę, że przez trzy tygodnie nie mógł się z niej wygramolić.
(Po prostu, pewnego pięknego, jaśminowego wieczoru, usiadł do komputera. Palcami dotknął spacji i zrozumiał, że więcej nie napisze. Za oknem szalał czerwiec rozzieleniony i rozcieleśniony, a on siedział i patrzył tępo w monitor. Tak mijały mu długie wieczory.
Aż w końcu, wczoraj, idąc z ronda Waszyngtona, zrozumiał, że już, już najwyższa pora na słowa.)
