(Dzięki władzom Priwislinskiego Kraju obudził się we mnie demon.
Straszliwy demon grafomanii.
Opętał mnie w ten świąteczny ranek.)
Żyły sobie kiedyś dwa mole bliźniaki. Bardzo niesympatyczne były to stworzenia, a żarły głównie akta schowane w starych magazynach. Bardzo im smakował smak tuszu do radzieckich długopisów i miękki żółty papier (choć wiele innych stworzeń twierdziło, że jest obrzydliwy). Dzięki swemu pożywieniu molom wydawało się, że nabyły prawdziwą wiedzę. Dlatego też przy pomocy kilku glist i jednej motylicy postanowiły wykorzystać ją do niecnych – jak to u moli – czynów.
Zaczęło się od biedronki. Biedronka była już od lat na emeryturze, gdy mole rozpętały burzę: „Biedronka nie była pożytecznym owadem. O, nie! Biedronka współpracowała z szerszeniami!”. Biednej bożej krówce nie pozostało nic innego jak uciec gdzie pieprz rośnie. Zwłaszcza, że szerszenie, na prośbę moli, zeznały, iż rzeczywiście biedronka podpisała deklarację współpracy i na znak przyjaźni ofiarowała im cztery soczyste mszyce (dowód rzeczowy nr 1).
Udany atak na biedronkę ośmielił mole. Nuże, szperać w aktach, taplać się w błocie oskarżeń. Liberał i gej (a przez to też pedofil) konik polny został uznany za donosiciela o pseudonimie operacyjnym „Skoczek”. Poczciwego żuka gnojnika również oskarżono o współpracę z szerszeniami. Jak stwierdził jeden z bliźniaczych moli: „ów żuk siedział po czułki w tym g.wnie.”.
Kolejną akcję zorganizowano w inny sposób. Pocztą pantoflową rozpuszczono informację, jakoby z szerszeniami współpracował osobnik o pseudonimie „Skrzydełko.” Och, rozpętało się owadzie piekiełko. Och, zacierały mole swoich tuzin łapek. A to twierdzono, że „Skrzydełkiem” był stary przemądrzały kornik, a to znów, że – wprost przeciwnie – dość niesympatyczna ważka. Słowem, każdy był oskarżony.
(Nie znoszę oskarżania każdego jak popadnie.
Nie znoszę ubeków świadczących w sądzie o winie lub niewinności tego, kogo złamali.
Nie znoszę tej nienawiści, która ścieka z ust mówiących wciąż o prawdzie.
Nie znoszę tego taplania się w błocie, tak miłego dla niektórych niewyrośniętych okazów ptactwa domowego.)
(A teraz pora na happy end bajki.)
Całe szczęście ktoś w archiwum poukładał kulki naftaliny…..
