(Dawno nie czytałem bardziej zachwycającego tekstu
i nie słuchałem bardziej poruszającej pieśni.
Nie wiedzieć dlaczego teraz nagle objawił mi się ten fragment z płyty „Raj” z 1980 r.
słuchany wiele razy już wcześniej.
Przypomina mi on wiersz Herberta o Baruchu Spinozie,
ale o nim kiedy indziej.)
„Walka Jakuba z aniołem” (Jacek Kaczmarski)
A kiedy walczył Jakub z aniołem
I kiedy pojął że walczy z Bogiem
Skrzydło świetliste bódł spoconym czołem
Ciało nieziemskie kalał pyłem z drogi
I wołał Daj mi Panie bo nie puszczę
Błogosławieństwo na teraz i na potemA kaftan jego cuchnął kozim tłuszczem
A szaty Pana mieniły się złotemOn sam zaś Pasterz lecz o rękach gładkich
W zapasach wołał: Łamiesz moje prawa
I żądasz jeszcze abym sam z nich zakpił
Ciebie co bluźnisz grozisz błogosławił! –A szaty Pana mieniły się złotem
Kaftan Jakuba cuchnął kozim tłuszczem– W niewoli praw twych i w ludzkiej niewoli
Żyłem wśród zwierząt obce karmiąc plemię
Jeśli na drodze do wolności stoisz
Prawa odrzucę precz a Boga zmienię!I w tym spotkaniu na bydlęcej drodze
Bóg uległ i Jakuba błogosławił
Wprzód mu odjąwszy władzę w jednej nodze
By wolnych poznać po tym że kulawi
