Czasami potrzebne są słowa.
Zwłaszcza w sytuacji gdy Twoim szefem
jest indiański frustrat (por. poniżej)
a wicedyrektorem państwowej telewizji – neonazista
(„Do jakiego gazu? O co chodzi? Nic nie pisałem”)
Po to jest poezja, co drwi z ludzi.
Bo to nie ja drwię, ale podmiot liryczny.
Inna sprawa, że bohaterów tego wiersza zdarza mi się spotykać.
Nawet często. I w Tutam, i w Tamtu.
„Kartka z dziejów ludzkości”
Spotkali się w święto o piątej przed kinem
Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.Tutejsza idiotko! – rzekł kretyn miejscowy –
Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy ?Miejscowa kretynka odrzekła: – Z ochotą,
Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
I poszedł do kina z tutejszą idiotką.Na miłym macaniu spłynęła godzinka
I była szczęśliwa miejscowa kretynka.Aż wreszcie szepnęła: – Kretynie tutejszy !
Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.Więc poszli na sznycel, na melbę, na winko,
Miejscowy idiota z tutejszą kretynką.Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.W ten sposób dorobią się córki lub syna;
Idioty, idiotki, kretynki, kretyna,By znowu się mogli spotykać przed kinem
Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.
(Znać w tym geniusz autora.
Nieprawdaż?)
