Pojawił się w Tamtu w tym samym czasie co ja.
Węszył niecierpliwie podobnymi ścieżkami.
Na początku nie mogłem się przyzwyczaić,
potem już tylko czekałem na środę, i kolejną porcję zdrowej ironii.
Nawet ten sam upadek człowieka widzieliśmy
w przejściu pod dworcem centralnym.
(Nie wiedziałem, spiesząc się na pociąg do Tutam, że to był upadek prozą.)
Moje Tamtu to jego miasto utrapienia.
I dlatego
dlatego ogromnie mnie wkurza, że Jerzy Pilch porzucił redakcję „Polityki”!
(dopisując się do kilometrowej listy rzeczy, które wyprowadzają mnie z równowagi
w czerwcu 2006 roku.)

1 Comment