Pogłębiająca się depresja w sobotę popołudniu

Jesienią 1999 r.
jechałem z Tu do Tam
drogą pośród (obecnie ś.p.) klonów.

Wszystko się kończyło:
spokój prowincji kołysanej poezją,
pewność ulic i liści,
ścieżki w śniegu, planetarne znaki,
w Peru trzęsienie ziemi.

Wszystko się zaczynało:
o-błędne powroty,
pociągi w deszczu,
nadzieja silniejsza niż pustka.

Zazdrościłem innym ich szczęścia.

(Późną wiosną 2006 roku
granice już się zamazały,
ani nie ma Tu, ani Tam.
Pozostaje tylko ucieczka.)

(Nie warto za ułudne szczęście
ofiarowywać życia.)

Dodaj komentarz