De administrationis

(Troską naszych zatroskanych o dobro ojczyzny przywódców jest dziś służba cywilna. Wychodząc naprzeciw żywotnym potrzebom wzmacniania ojcowskiej władzy czuwającej nad Rzeczpospolitą, autor bloga, prowadzony swym duchem patriotyzmu, waży się przedstawić kilka myśli swych, co mizernymi się wydają przy ogromie myśli i strategii Ukochanego Prezesa, Ojca Ojczyzny Naszej, Troskliwego Nauczyciela, Oświeciciela Zmąconych Liberalizmem Umysłów, Pogromiciela Układów Wszelakich, Pierwszego Głosu Czwartej Rzeczypospolitej, itp. itd.)

1. Polska administracja uzależniona jest od celulozy. Uzależnienie to objawia się w produkcji ton makulatury i w całkowitej ignorancji, jeśli chodzi o możliwości edytora tekstu. Jeżeli każde pismo do poprawki musi pojawić się w wersji drukowanej, cały obieg informacji wydłuża się w nieskończoność.

2. Idealny przełożony polskiej administracji to polonista z kompleksami. Tylko tu może dowoli wyżyć się nad dokumentami. Każde najbardziej błahe pismo musi minąć pana/panią naczelnika, pana/panią dyrektor, a czasem pana/panią minister. Nieważne, że mail załatwiłby sprawę w 10 minut. Musi być przecież parafka: coś ktoś za ważnym biurkiem robić musi.

3. Rytuał jest najważniejszy: osiem godzin za biurkiem, w tym kawa. Dałoby się krócej, ale przecież trzeba w tym czasie wyprodukować makulatury trochę i pozwolić przełożonemu na ruchy piórem po świeżo zadrukowanym papierze. (Taniej byłoby mailem i bezpośrednio, bez decyzji przełożonego, ale rytuał jest bezcenny).

4. Prawdziwy problem zaczyna się w momencie, w którym chodzi o naprawdę błahą sprawę. Administracja uwielbia błahe sprawy: czyni z nich kluczowe problemy swej egzystencji. Rozpisuje przetargi, konkursy, czas płynie, młyny mielą, celuloza płynie po wydziałach, departamentach, resortach.

5. Administracja istnieć może tylko w oderwaniu od rzeczywistości społecznej, w całkowicie odizolowanym świecie cyklu celulozy. Stąd nie jest i nie będzie efektywna, o ile nie zerwie się w niej z uwielbieniem dla papieru, ze wstrętem do konta mailowego i plikiem Worda, z szeregiem idiotycznych procedur, które istnieją po to, by jeszcze bardziej odrealniać świat zza biurka.

6. Administracja musi uznać, że klient ma wybór, że – wbrew pozorom – dziś nie jest już wszechwładna. Jeśli nadal będzie widziała petentów, których trzeba jakoś obsłużyć, a nie klientów, których trzeba dobrze obsłużyć, będzie pogrążała się w swojej niemocy. O wiele sprawniej zadania administracji mogą wykonywać organizacje III sektora albo firmy: miejsca, gdzie ewaluuje się działania i dba o jakość.

7. Administracja nie dba o jakość, nie dba o klienta, ma fatalną wewnętrzną komunikację. Właściwie, gdyby była firmą, dawno by zbankrutowała. A tak trwa niewzruszona, topiąc się w celulozie i sycąc ambicje parafami, pieczątkami i pełnomocnictwami.

8. Podsumowując: co się da, należy oddać w prywatne ręce, z dala od administracji, dzięki temu mniej pieniędzy się zmarnuje; zmienić prawo i procedury tak, by odciąć się od celulozy i pozwolić dokumentom wieść żywot wirtualny; zmniejszyć ilość stanowisk kierowniczych, uprościć działania wewnątrz; usamodzielnić pracowników; itd. itp.

(Wybaczyć proszę śmiałość i apolityczność utraconą)

Dodaj komentarz