III. O oknie bardziej telewizyjnym niż papieskim

W mediach mówi się zwykle, że niezwykła atmosfera, klimat skupienia. Okno papieskie. Ulubiony news wszystkich wieczornych dzienników. I to słynne, nie wiedzieć czemu, wywoływanie Papieża. Ech.

Zabrali nam parasolki. Znaczy nam nie, ale ogólnie zabierali, a miało padać. Tłum narastał. I od razu dało się zauważyć, że to są dwa tłumy. Z jednej strony była to mieszanka pielgrzymio-turystyczna, obwieszona dziećmi i aparatami, z drugiej – młodzież czuwająco-wywołująca, ta od transmisji na żywo.

O ile mieszanka spokojnie czekała, że wreszcie okno się pojawi, czasem dołączając do braw albo pieśni, o tyle „młodzież” zachowywała się moim zdaniem koszmarnie. No, dobra rozumiem jeszcze to słynne (tak już słynne): „Kardynale, puść Papieża!”. Ale okrzyki w stylu „Bądź pasterzem, wyjdź do owiec!” dla mnie były nieco nie na miejscu. Większość jazgotu była nie na miejscu. Jakby wywoływali na scenę Tokio Hotel (taki produkt marketingowy prasy młodzieżowej), a nie chcieli spotkać Namiestnika Chrystusa. (Wiem, wiem, wpadam w ton kaznodziejski). Mam przeczucie, że to kogo wywołują najmniej ich obchodziło. Swoją drogą, znowu chyba była transmisja na żywo.

Papież wyszedł. Piękne to było.
Wir lieben Dich.

Dodaj komentarz