To jest maj
i pachnie Saska Kępa
szalonym zielonym bzem
(wreszcie się doczekałem momentu, że osobiście mogę te słowa zapisać.
Bardziej wprawdzie pachnie kwitnącymi majestatycznymi kasztanowcami,
tudzież mdlącym zapachem czegoś żółtego pod drzwiami.
Ale za oknem już mi się bzowo robi.
I niestety gołębio zarazem)
(Dodam, że o wiele bardziej podoba mi się zapach żonkilowy,
którego obecności doświadczyłem w Tutam na targu na Wileńskiej.
Było to doświadczenie wieczorne,
bardzo swą żółcią wzrok pobudzające
zarazem zapachem zniewalające.)
(a tak na marginesie cytatu: sukienka jeszcze niegotowa.)
