Tematy, które sobie odradzałem

Piątkowy (to znaczy wczorajszy) wieczór w Tutam:
Grysik pada z nieba
(co w ulicznym pomarańczowym świetle daje efekt mocno jesienny).
Biskup całkiem mokry.
Studenci wodą ociekają.
Przemoknięte gitary.

Zastanowiło mnie pytanie o oddawanie życia.
Bo to się bardzo ładnie mówi.
Obiecanki – cacanki.

Ale:
czy byłbym w stanie zginąć za wiarę?
czy miałbym odwagę?
czy to byłoby moralne wobec bliskich?

(bo tak mnie natchnęło jak usłyszałem pieśń przy XI stacji
i pomyślałem o tych, co w Miętnem, czy Włoszczowej protestowali,
nie licząc się z wyrzuceniem ze szkoły:

„Nie zdejmę Krzyża z mego serca,
Choćby mi umrzeć trzeba
Choćby mi groził kat morderca,
Bo Krzyż to klucz do nieba”.

a potem pomyślałem o wietnamskich więzieniach, o chińskich laogai.
I o tym, że to wcale nie jest tak nierealne.
I pomyślałem sobie o sobie. I zawstydziłem się.

Boże chroń od wygodnej wiary)

Dodaj komentarz