Nudne rozważania o odległości między Hongkongiem a Dęblinem

Facet naprzeciw w przedziale.
Na dźwiganej przez niego walizce jest świeża naklejka z lotniska w Hongkongu.
Wraca do Dęblina.
Taki zwyczajny facet.

Czasami ogarnia mnie dziwna świadomość przestrzeni.
Ciekawe, czy on też to ma?
Idę sobie w Tutam drogą, którą chodziłem tysiące razy i przypominam sobie, że trzy godziny temu ja i moja walizka pokonywaliśmy tamtuskie chodniki.
Albo takie szybkie przejazdy z i do Krakowa powodowały moje zdziwienie.
Tudzież każdorazowa aklimatyzacja po wspominanym dziś pielgrzymowaniu.

A on tak po prostu.
Wsiadł w Hongkongu w samolot.
A wysiądzie z pociągu w Dęblinie.

Musi nad tym myśleć.
Sam bym intensywności takiego myślenia chyba nie wytrzymał.

A on spokojnie siedzi, czyta „Wyborczą”. Nic a nic nie wskazuje, by go ta świadomość nagle w pociągu przytłoczyła.
Hmmm, a może po prostu Hongkong to jego Tamtu, a Dęblin – Tutam.
I się facet świadomościowo uodpornił.

Jak (przynajmniej częściowo, co z wielkim żalem wyznaję, choć zdarzają mi się nagłe ataki świadomości) – ja.

Dodaj komentarz