Apoteoza czarnej torby

Dzisiaj moja czarna torba o mały włos omsknęłaby rąbek płaszcza Sekretarza Generalnego NATO.
Czy to nie jest cudowne?

(a czy ironia nie jest najlepszym środkiem na radzenie sobie z uwierającą mnie rzeczywistością?)

A w ogóle to pada śnieg. Przynajmniej jedna osoba w Tamtu (dokładniej na Saskiej Kępie) jest z tego powodu szczęśliwa. W ogóle jest też szczęśliwa, bo odkryła, że klasztor z jej snów jest po prostu śmieszny. Zabawny jest. A poza tym jest niesamowitym miejscem na obserwację uczestniczącą. I to dzieje się mimowolnie: można oglądać jak władza (jaka by nie była) usiłuje zniewolić społeczność (a prawdziwa niewola to niewola symboliczna, to narzucenie rytuałów i znaków władzy, tym, którzy mają jej się poddać).

(zawsze mi się przypomina jak takie archetypiczne pojęcia kultury ujawniają się w dziwnych okolicznościach. Pamiętam na jednej z pielgrzymek z Tutam na Jasną Górę, nocleg wypadł na sali gimnastycznej szkoły w Ożarowie, miejscowości z pięknym kościółkiem na wzgórzu, gdzie grupa 12 pielgrzymki tutamskiej organizowała apel. Musiało być koedukacyjnie, co by dwie setki osób zmieściły się na parkiecie. Ale z drugiej strony koedukacyjnie nie mogło być. Dura lex sed lex. Służby porządkowe rozwiązały problem w niesamowity sposób, rozdzielając salę ławkami. To nic, że męski śpiwór od kobiecego śpiwora dzielił krok jeden ponad ławeczką. Nie było już koedukacji. Była granica. Symboliczna oczywiście).

I tak jest też w moim śnie. Pojawiają się struktury niewykryte dotychczas, a ja je obserwuję, powtarzając Szymborskiej ichtiologiczno-filozoficzny wiersz pod nosem. Bo wiem, że się obudzę, że wrócę do swego saskokępskiego pokoiku, a jutro wsiądę w pociąg do Tutam i pojadę ku swej Pocieszycielce.

Cyniczne to trochę jest. Ale cynizm mój jest obok ironii najlepszym…itd.

(a dziś, tak na marginesie, znów wzdłuż płotu Filtrów szedłem i dziewięć minut droga mi ta zajęła. Myślałem, że już treningi zacznę do międzynarodowego wyścigu wzdłuż zachodniego płotu Filtrów i że czempionem zostanę, a tu mi Stała Moja Czytelniczka mówi, że ona tak normalnie dziesięć minut idzie. Czar mego wyczynu prysł niespodziewanie. Znów trzeba będzie na tramwaj nie zdążyć i wzdłuż płotu w osiem, albo i siedem minut się przemieścić)

Dodaj komentarz