No to wygrałem. Ustawiłem kilka plastikowych domków, po czym zakupiłem przy użyciu kartek z obrazkiem snopka, kartki z obrazkiem kamienia, owcy i drewna. Ułożyłem też kilka ścieżek z kolorowego plastiku i wygrałem. Po raz pierwszy od długiego, nawet bardzo długiego czasu poczułem się wygrany.
A dokoła były cztery osoby, które bardzo, nawet bardzo lubię oraz jedna osoba, którą bardzo, nawet bardzo kocham.
I to był taki wspaniały wieczór. Bo oni są. A za nimi całe pole znaczeń, które tworzą moją osobistą historię, A o każdym momencie z tej historii mógłbym mówić bez ustanku. (bo moja historia siedzi w mojej głowie i bez przerwy podpowiada, że życie było piękne, jest piękne, ergo będzie też piękne).
Oni są. Trwają. A mi jest z nimi dobrze. Dobrze jest siedzieć i grać z takimi ludźmi (a wygrywać to dopiero jest uczucie rozlewające po ciele euforyczny dreszcz).
Oni są? Nie, to My jesteśmy.
Saska Kępa nocą lśni śniegiem srebrnym i pachnie drewnem z kominków. Idziemy środkiem ulicy Angorskiej. Cisza, a nad nami światło księzyca. Wszystko dokoła mówi mi, że życie jest piękne.
My jesteśmy.
