O roli motorniczych w moim życiu

Dziś sztuczka ze wstawaniem o 7.30 nie powiodła się na całej linii. Wszytko widać zależy od motorniczych. Generalnie są dwa gatunki motorniczych. Pierwsi, agresywni – tych lubię. Wiedzą, że tramwaj ma pierwszeństwo i że jest pojazdem szybkim. Dlatego na moście Poniatowskiego suną z zawrotną prędkością i nie zważają na niezielony kolor światła. Wczoraj jechał taki.
Dziś jechał inny. Spóźnił się. Pierwszy zły znak. Potem było gorzej. Brak koordynacji zmiany świateł ulicznych i zamykania drzwi. Stoimy na jednym rondzie, na drugim, na Emilii Plater samochody zajeżdżają nam drogę. Plac Zawiszy 7.58. Okej, panu już dziękujemy.

Poszedłem na śniadanie do McDonalds. Czysta perwersja. Do teraz nie wiem, co miałem w ustach. Wiem tylko, że nie tknę tego więcej. McMuffin się nazywało i (jedyny plus) było w komplecie z kawą.

A teraz wreszcie pora na coś etno. Znalazłem w jakiejś książce niezwykły opis ceremoniału w jednej z kultur. Autor określał go jako ranking (słowo chyba związane z kręgiem kultury polinezyjskiej).Typowy obrzęd przejścia.

Rano w dniu ceremonii, informowano uczestników o czasie spotkania. Co ciekawe, sama ceremonia miała trwać jedynie sześćdziesiąt minut. Wyglądała mniej więcej tak. Inicjowani (rankingowani?) ustawiali się rzędem przed pomieszczeniem, gdzie przebywał kapłan. Panowała atmosfera podniosła, ale też widać było lęk. Każdy wchodził oddzielnie (w ubraniu, ale z tabliczką informującą o sobie) do domu kapłana. Drzwi zamykano. Kapłan siedząc odczytywał liczby z kartki i mówił: „Dobrze” lub „Źle”. Nieznany jest los, tych, którzy usłyszeli złą wiadomość. Następnie podawał inicjowanemu kartę w kopercie z przepowiednią. Inicjowany dziękował i wychodził. Odtąd miał zacząć nowe życie.
Szkoda, że zgubiłem namiary na tą książkę. Może poszukam w bibliotece.

Smutny ten wieczór. Nie wiem, czy powrócę dziś do tropiku.

Dodaj komentarz